Kiedy siedziała tam zamknięta, nakładając fluid, wybierałam ciuchy z naszej wspólnej szafy. Zdecydowałam się na wygodne, czarne jeansy i liliową koszulkę z nadrukiem. Wyciągnęłam też swoją ulubioną granatową bluzę i parę trampek z szafki. Spojrzałam na zegarek i stwierdziłam, że jest w pół do ósmej, a Ramona siedzi w łazience już ponad pół godziny.
- Szybciej - wrzasnęłam, waląc w drzwi.
Wyszła po chwili już bez fioletowego siniaka na czole.
Ubrałam się szybko i uczesałam swoje jasne włosy z niebieskimi pasemkami. Nałożyłam błyszczyk na pękające usta i rozejrzałam się po łazience. W zlewie widać było ślady fluidu Ramony, z kosza wypadł brązowy wacik, a różne kosmetyki walały się po całym pomieszczeniu. Nie używałam żadnego z nich, ponieważ uważałam, że są zbędne. Nie lubiłam ukrywać swoich piegów.
- Posprzątaj w łazience - powiedziałam jej po wyjściu. Zrobiła oburzoną minę, ale wróciła tam.
Zeszłam na dół i przywitałam się z mamą. Zrobiłam sobie śniadanie i zjadłam je. Po chwili zeszła Ramona z torbą na ramieniu.
- Zapomniałaś czegoś - stwierdziła i podkradła mi kanapkę.
Poszłam z powrotem do nas i chwyciłam trampki i plecak. Wyjrzałam przez okno i dostrzegłam jakiegoś chłopaka spacerującego przed naszym domem. Był dość niski i miał jasne włosy. Szedł w kierunku szkoły z plecakiem przewieszonym przez ramię i słuchawkami na uszach. Rozejrzał się i... zniknął! Nie wierzyłam własnym oczom!
- Dobra, spokojnie, tylko ci się przywidziało - powiedziałam do siebie i zeszłam z powrotem da dół.
Gdy już byłam w szkole razem z Ramoną udałyśmy się pod klasę. Rzuciłyśmy plecaki na podłogę i wyszłyśmy na korytarz. Tam natknęłyśmy się na tego przystojniaka, którego wczoraj poznałyśmy. Zerkałyśmy na niego przelotnie i uśmiechałyśmy się.
- Idę do łazienki - powiedziała Ramona. Zostałam na ławce i zajadałam kanapkę.
Po dłuższym czasie wróciła.
- Ma na imię Blaise - oznajmiła cała w skowronkach. - Przedstawił mi się. Wiesz, jak z nim się fajnie gada?
Zaczęłyśmy o nim gadać. Opowiadała, że jest starszy od nas o dwa lata i, że mieszka naprzeciwko nas.
- Okej, w porządku - powiedziałam. - Chodź idziemy do niego - zdecydowałam.
- Nie! - Ramona prawie krzyknęła.
- Tak, tak, idziemy - wstałam i pociągnęłam siostrę za sobą.
Szłam tyłem, żeby mieć ją na oku. W pewnym momencie potknęłam się i... wylądowałam w czyichś ramionach.
- Przepraszam - powiedziałam, a chłopak, który mnie złapał pomógł mi wstać. - Wszystko w po...? - nagle zobaczyłam jego twarz.
- Tak, jestem cały - stwierdził dość sucho, ale uśmiechnął się. - A ty?
- Też.
- Jestem Sean - wyciągnął rękę, a drugą odgarnął swoje jasne włosy, zasłaniające mu oczy.
- Simona - uścisnęłam jego dłoń. Była ciepła i silna.
Zmieszał się trochę. Podrapał ręką po głowie i przemieszał włosy. Spojrzał na mnie swoimi błękitnymi oczami i powiedział:
- Eee... To cześć.
- Hej - patrzyłam, jak odchodził.
Zapatrzyłam się w tamto miejsce i dopiero Ramona wybudziła mnie z zamyślenia.
- Co? - spytałam oburzona.
- Idziemy. Przed chwilą był dzwonek - powiedziała i pociągnęła mnie do klasy.
- Niemożliwe! Nie słyszałam go.
Okazało się, że jednak dzwonił. Podeszłyśmy do klasy, lecz nauczyciela jeszcze nie było. Po chwili przyszedł i wpuścił nas do środka.
Zajęłyśmy trzecią ławkę pod oknem. Przed nami usiadły jakieś dziewczyny z kilogramem tapety na twarzy, a za nami jakiś punkowiec.
- Dzień dobry. Nazywam się Keston Bleck i od dwudziestu lat uczę w tej szkole historii. Mam nadzieję, że wasza klasa nie okaże się zbiorowiskiem bałwanów i będziecie coś umieć - uśmiechnął się krzywo. - Na początek lista obecności.
Chwycił dziennik i zaczął czytać nazwiska.
- Aspell Anna? - wyczytał, a dziewczyna siedząca w pierwszej ławce podniosła rękę. - Betram David? - To samo zrobił chłopak dwie ławki za nią. - Bruke Flora? - dziewczyna o czarnych włosach zgłosiła się. - Chack Trevor? Chaniss Andrew? Evans Helena? - uczniowie po kolei podnosili ręce. - Forrest Ramona? Forrest Simona? - podniosłyśmy ręce. Cała klasa zwróciła się w naszym kierunku. Obie spłonęłyśmy rumieńcem, ale tylko po mnie było to widać, ponieważ Ramona miała dużo fluidu na twarzy. Nigdy nie lubiłam, kiedy zwracano uwagę na to, że jesteśmy bliźniaczkami, mimo, że trochę się od siebie różniłyśmy. Przede wszystkim sposobem bycia. Byłam jakby cichsza i bardziej nieśmiała.
Na szczęście nikt nie drążył tematu. Pan Bleck kontynuował wyczytywanie listy obecności, a później przedstawił plan na ten semestr.
Gdy zadzwonił dzwonek wyszłam z sali. Spojrzałam na plan i odstawiłam plecak pod odpowiednią klasą. Usidłam na ławce i przywołałam do siebie Ramonę, ale ona była zajęta rozmową z dwoma chłopakami.
Wtedy na hol wszedł Blaise. Ramona natychmiast odwróciła się w jego kierunku. Szedł w towarzystwie kilku chłopaków. Za nim oglądały się dziewczyny. Przechodząc koło Ramony uśmiechnął się do niej i puścił oko.
Moja siostra miała już wyćwiczone zdobywanie chłopaków. Miała ich około dwudziestu. Z pierwszym chodziła w drugiej klasie podstawówki, a ja jak dotąd jestem wolna.
Po raz pierwszy poczułam zazdrość. Dlaczego Blaise interesuje się właśnie nią? Przecież ona miała już tylu chłopaków, a ja co? Dlaczego zawsze spychają mnie na drugie miejsce?
Oburzyłam się trochę, ale nie przestałam patrzeć na Blaise'a. Odszedł i wygłupiał się z kolegami popijając colę ze sklepiku szkolnego. Ach... ile ja bym dała, żeby mu się podobać...? Rozmarzyłam się.
Przed oczami stanął mi obraz płaczącej Ramony na ziemi. Trochę dalej stał Blaise. Byłam pomiędzy nimi. Do nas przybliżali się ludzie.
- Pomóż mi - szepnęła Ramona. Gleba, na której leżała była czarna i paliła skórę. W oddali dostrzegłam wulkany. Niebo było czerwone.
- Zostaw ją. Chodź do mnie - oznajmił sucho Blaise. - Mogę cię stąd wyciągnąć.
Ludzie zaczęli krzyczeć i biec w naszym kierunku. Nie wiedziałam do kogo podbiec. Blaise czy Ramona, Blaise czy Ramona... - myślałam. Zdecydowałam się!
Przytuliłam chłopaka i wyszeptałam w płaczu:
- Kocham cię.
- Ja ciebie też...
Wizja zniknęła. Pierwsze co zobaczyłam to była twarz Ramony. Obok niej stała niska, pulchna kobieta z siwymi włosami, a dookoła kilka gapiów. Podnieśli mnie i stwierdziłam, że leżałam na podłodze przed ławką.
- Wszystko w porządku? - zapytała mnie kobieta. - Nazywam się Irma Venon, jestem szkolną pielęgniarką - oznajmiła dość suchym głosem.
- Jest okey - pomasowałam czoło. W tłumie dostrzegłam Blaise'a i coś ścisnęło mi żołądek. - Co się stało?
- Zasłabłaś i spadłaś z ławki. Sean cię podniósł - powiedziała Ramona. Patrzyła na mnie z troską. Odwróciłam się i dostrzegłam Seana w tłumie. Spojrzał na mnie przelotnie i uśmiechnął się niemrawo. - Zaczęłaś się trząść, jakbyś dostała jakiegoś ataku, czy co...
- No, dobrze! Proszę się rozejść! Karetki nie będziemy wzywać, ale dam ci tabletki na uspokojenie i ból głowy - stwierdziła pani Venon.
Zaprowadziła mnie do swojego gabinetu. Popiłam tabletki wodą i przed wyjściem wypisała mi usprawiedliwienie spóźnienia.
Do końca dnia na każdej przerwie ktoś mi towarzyszył. Zdążyłam poznać Annę, Florę, Andrew i Davida.
Po szkole szłyśmy pieszo do domu. Ramona się trochę o mnie martwiła, lecz czułam się dobrze.
Gdy dotarłyśmy zjadłyśmy zupkę chińską na obiad. Potem zajęłam się książką, a Ramona poprawiała swoje paznokcie.
Po około dwóch godzinach przyjechała mama. Zdecydowałam się nikomu nie mówić o dzisiejszej wizji.
- Śpisz u góry - stwierdziła Ramona późnym wieczorem.
- Dlaczego? - zmarszczyłam brwi.
- Bo nie chcę mieś tego świństwa na czole - oznajmiła i ściągnęła swoją kołdrę na dół, a moją wrzuciła na górę.
- Okey - wzruszyłam ramionami i poszłam do łazienki, aby przebrać się w piżamę.
Leanah
- Dobra, spokojnie, tylko ci się przywidziało - powiedziałam do siebie i zeszłam z powrotem da dół.
Gdy już byłam w szkole razem z Ramoną udałyśmy się pod klasę. Rzuciłyśmy plecaki na podłogę i wyszłyśmy na korytarz. Tam natknęłyśmy się na tego przystojniaka, którego wczoraj poznałyśmy. Zerkałyśmy na niego przelotnie i uśmiechałyśmy się.
- Idę do łazienki - powiedziała Ramona. Zostałam na ławce i zajadałam kanapkę.
Po dłuższym czasie wróciła.
- Ma na imię Blaise - oznajmiła cała w skowronkach. - Przedstawił mi się. Wiesz, jak z nim się fajnie gada?
Zaczęłyśmy o nim gadać. Opowiadała, że jest starszy od nas o dwa lata i, że mieszka naprzeciwko nas.
- Okej, w porządku - powiedziałam. - Chodź idziemy do niego - zdecydowałam.
- Nie! - Ramona prawie krzyknęła.
- Tak, tak, idziemy - wstałam i pociągnęłam siostrę za sobą.
Szłam tyłem, żeby mieć ją na oku. W pewnym momencie potknęłam się i... wylądowałam w czyichś ramionach.
- Przepraszam - powiedziałam, a chłopak, który mnie złapał pomógł mi wstać. - Wszystko w po...? - nagle zobaczyłam jego twarz.
- Tak, jestem cały - stwierdził dość sucho, ale uśmiechnął się. - A ty?
- Też.
- Jestem Sean - wyciągnął rękę, a drugą odgarnął swoje jasne włosy, zasłaniające mu oczy.
- Simona - uścisnęłam jego dłoń. Była ciepła i silna.
Zmieszał się trochę. Podrapał ręką po głowie i przemieszał włosy. Spojrzał na mnie swoimi błękitnymi oczami i powiedział:
- Eee... To cześć.
- Hej - patrzyłam, jak odchodził.
Zapatrzyłam się w tamto miejsce i dopiero Ramona wybudziła mnie z zamyślenia.
- Co? - spytałam oburzona.
- Idziemy. Przed chwilą był dzwonek - powiedziała i pociągnęła mnie do klasy.
- Niemożliwe! Nie słyszałam go.
Okazało się, że jednak dzwonił. Podeszłyśmy do klasy, lecz nauczyciela jeszcze nie było. Po chwili przyszedł i wpuścił nas do środka.
Zajęłyśmy trzecią ławkę pod oknem. Przed nami usiadły jakieś dziewczyny z kilogramem tapety na twarzy, a za nami jakiś punkowiec.
- Dzień dobry. Nazywam się Keston Bleck i od dwudziestu lat uczę w tej szkole historii. Mam nadzieję, że wasza klasa nie okaże się zbiorowiskiem bałwanów i będziecie coś umieć - uśmiechnął się krzywo. - Na początek lista obecności.
Chwycił dziennik i zaczął czytać nazwiska.
- Aspell Anna? - wyczytał, a dziewczyna siedząca w pierwszej ławce podniosła rękę. - Betram David? - To samo zrobił chłopak dwie ławki za nią. - Bruke Flora? - dziewczyna o czarnych włosach zgłosiła się. - Chack Trevor? Chaniss Andrew? Evans Helena? - uczniowie po kolei podnosili ręce. - Forrest Ramona? Forrest Simona? - podniosłyśmy ręce. Cała klasa zwróciła się w naszym kierunku. Obie spłonęłyśmy rumieńcem, ale tylko po mnie było to widać, ponieważ Ramona miała dużo fluidu na twarzy. Nigdy nie lubiłam, kiedy zwracano uwagę na to, że jesteśmy bliźniaczkami, mimo, że trochę się od siebie różniłyśmy. Przede wszystkim sposobem bycia. Byłam jakby cichsza i bardziej nieśmiała.
Na szczęście nikt nie drążył tematu. Pan Bleck kontynuował wyczytywanie listy obecności, a później przedstawił plan na ten semestr.
Gdy zadzwonił dzwonek wyszłam z sali. Spojrzałam na plan i odstawiłam plecak pod odpowiednią klasą. Usidłam na ławce i przywołałam do siebie Ramonę, ale ona była zajęta rozmową z dwoma chłopakami.
Wtedy na hol wszedł Blaise. Ramona natychmiast odwróciła się w jego kierunku. Szedł w towarzystwie kilku chłopaków. Za nim oglądały się dziewczyny. Przechodząc koło Ramony uśmiechnął się do niej i puścił oko.
Moja siostra miała już wyćwiczone zdobywanie chłopaków. Miała ich około dwudziestu. Z pierwszym chodziła w drugiej klasie podstawówki, a ja jak dotąd jestem wolna.
Po raz pierwszy poczułam zazdrość. Dlaczego Blaise interesuje się właśnie nią? Przecież ona miała już tylu chłopaków, a ja co? Dlaczego zawsze spychają mnie na drugie miejsce?
Oburzyłam się trochę, ale nie przestałam patrzeć na Blaise'a. Odszedł i wygłupiał się z kolegami popijając colę ze sklepiku szkolnego. Ach... ile ja bym dała, żeby mu się podobać...? Rozmarzyłam się.
Przed oczami stanął mi obraz płaczącej Ramony na ziemi. Trochę dalej stał Blaise. Byłam pomiędzy nimi. Do nas przybliżali się ludzie.
- Pomóż mi - szepnęła Ramona. Gleba, na której leżała była czarna i paliła skórę. W oddali dostrzegłam wulkany. Niebo było czerwone.
- Zostaw ją. Chodź do mnie - oznajmił sucho Blaise. - Mogę cię stąd wyciągnąć.
Ludzie zaczęli krzyczeć i biec w naszym kierunku. Nie wiedziałam do kogo podbiec. Blaise czy Ramona, Blaise czy Ramona... - myślałam. Zdecydowałam się!
Przytuliłam chłopaka i wyszeptałam w płaczu:
- Kocham cię.
- Ja ciebie też...
Wizja zniknęła. Pierwsze co zobaczyłam to była twarz Ramony. Obok niej stała niska, pulchna kobieta z siwymi włosami, a dookoła kilka gapiów. Podnieśli mnie i stwierdziłam, że leżałam na podłodze przed ławką.
- Wszystko w porządku? - zapytała mnie kobieta. - Nazywam się Irma Venon, jestem szkolną pielęgniarką - oznajmiła dość suchym głosem.
- Jest okey - pomasowałam czoło. W tłumie dostrzegłam Blaise'a i coś ścisnęło mi żołądek. - Co się stało?
- Zasłabłaś i spadłaś z ławki. Sean cię podniósł - powiedziała Ramona. Patrzyła na mnie z troską. Odwróciłam się i dostrzegłam Seana w tłumie. Spojrzał na mnie przelotnie i uśmiechnął się niemrawo. - Zaczęłaś się trząść, jakbyś dostała jakiegoś ataku, czy co...
- No, dobrze! Proszę się rozejść! Karetki nie będziemy wzywać, ale dam ci tabletki na uspokojenie i ból głowy - stwierdziła pani Venon.
Zaprowadziła mnie do swojego gabinetu. Popiłam tabletki wodą i przed wyjściem wypisała mi usprawiedliwienie spóźnienia.
Do końca dnia na każdej przerwie ktoś mi towarzyszył. Zdążyłam poznać Annę, Florę, Andrew i Davida.
Po szkole szłyśmy pieszo do domu. Ramona się trochę o mnie martwiła, lecz czułam się dobrze.
Gdy dotarłyśmy zjadłyśmy zupkę chińską na obiad. Potem zajęłam się książką, a Ramona poprawiała swoje paznokcie.
Po około dwóch godzinach przyjechała mama. Zdecydowałam się nikomu nie mówić o dzisiejszej wizji.
- Śpisz u góry - stwierdziła Ramona późnym wieczorem.
- Dlaczego? - zmarszczyłam brwi.
- Bo nie chcę mieś tego świństwa na czole - oznajmiła i ściągnęła swoją kołdrę na dół, a moją wrzuciła na górę.
- Okey - wzruszyłam ramionami i poszłam do łazienki, aby przebrać się w piżamę.
Leanah
Boskie<3 na prawde! masz talent!
OdpowiedzUsuńZAPRASZAM DO MNIE: my-reflections-and-more.blogspot.com