sobota, 2 marca 2013

Rozdział 3

Wstaję z łóżka i cieszę się tym,że mogę normalnie wstać,nie uderzając czołem o sufit.Budzę Simone i pakuję rzeczy do plecaka.
-Dobrze się czujesz?-pytam siostrę.
-Już tak.-uśmiecha się.-mogę iść jako pierwsza do łazienki?
-Pewnie.Ja jeszcze tutaj popakuję i idę po tobie.-Simona weszła do łazienki.
 Po dwudziestu pięciu minutach byłyśmy obie gotowe do wyjazdu.Dziesięć minut było jeszcze do dzwonka na lekcje,więc wyszłyśmy na szkolne boisko.
-Hej.-mówi Anna.
-Cześć.-uśmiecham się i rozglądam po boisku,ponieważ Simona zniknęła z moich oczu.
-Co tam?-odzywa się dziewczyna. Nie mam czasu na takie wypytywanie i nie lubię takich pytań,więc olewam ją i idę do siostry,która rozmawia z Blaisem.
-Siemka.-macham do Blaise'a i uśmiecham się.Chłopak  odwzajemnia uśmiech.-O czym gadacie?
-O bracie Blaise'a.Ma na imię Sean.
-Fajnie.A ile ma lat?
-Siedemnaście.-ucina Simona.Dzwoni dzwonek i idę pod salę.Mówię do siostry,żebyśmy już szły,ale odpowiada mi,że jeszcze zostanie na powietrzu.Blaise dochodzi do mnie i śmieje się.
-Co cię tak bawi?-marszczę brwi.
-Bo mam pewien pomysł.Trochę szalony.No może nie trochę,tylko bardzo.
-Jaki on jest?
-Żeby urwać się ze szkoły po tej lekcji.My we czwórkę.Simona,ty,Sean i ja.
-Rzeczywiście szalony.-przyznaję.-Nigdy nie urywałam się ze szkoły.
-Ja to robiłem wiele razy.-nadal ma uśmiech na twarzy,który nie schodzi z jego ust.-Super przeżycia.

                                                                           * * *  

-A jak ktoś nas nakryję?-mówię zaniepokojona,gdy wszyscy we czwórkę stoimy na holu po lekcji.
-Kogo masz na myśli?-odpowiada Sean.
-Nauczycieli.-wyciąga mi z ust Simona.
-Nikt nas nie nakryje.Obiecuję.-mówi Blaise.Wszyscy zwracamy wzrok na pana od informatyki,który ma dyżur.
-Gdy pójdzie do sklepiku,a na pewno pójdzie,ponieważ zawsze tam chodzi na tej przerwie to wtedy wychodzimy.Musimy się pospieszyć z tym wychodzeniem.-tłumaczy Blaise.Wierzę mu w to co mówi,ale,że nigdy tego nie robiłam boję się,że plan może nie wypalić.
-Idzie!mówi Blaise i mnie szturcha.Odwracamy się w stronę sklepiku i patrzymy na nauczycielka który mówi coś do sprzedawcy.
-Teraz!krzyczy Blaise i biegnie ku wyjściu.My za nim. Mijam jedne drzwi,drugie,furtkę szkoły i odwracam się żeby zobaczyć czy ktoś nas nie widział.Na szczęście nikt.
-To gdzie idziemy? Do kawiarni?-pyta Simona i puszcza oko do Blaise'a,który spuszcza głowę niby zawstydzony i uśmiecha się do siebie.
-A może do lasu?-proponuję.Blaise unosi głowę gwałtownie i patrzy na mnie ze wściekłością,a Sean unosi brwi do góry i chrząka.
-Powiedziałam coś nie tak?-unoszę ręce.-Czemu tak na mnie patrzycie?Ej!
-Tam się nie wchodzi.-oznajmia blondyn.
-Dlaczego?-żaden z nich nie odpowiada tylko patrzą na siebie.-Dlaczego?Powiedzcie.
-Powiemy jej?-spytał Sean brata.
-Chyba tak.Tak myślę-przy ostatnim zdaniu zapatruję się w oddal i mówi to powoli,jakby nie był pewnie tego co ma odpowiedzieć.-Zobacz.-mówi trochę ochrypłym głosem.-Kilka lat temu tam coś się stało.Pewna osoba tam umarła,poniewazż ktoś ją zamordował.Krążą plotki,że ten las od tamtej pory jest nawiedzony.Odwiedzają go zmarli.Ani w dzień ani w nocy nie jest tam przyjemnie ani za czysto.Więc lepiej tam nie iść.
-Wierzycie w plotki?To tylko bajka.
-Ale prawdziwa bajka.-wtrąca Sean.
-Skąd wiesz Sean?
-Bo...to co mówi Blaise jest prawdą.
-Bo co?-niedowieżam.
-Nieważne!-krzyczy Sean.-Po prostu tak jest i już!?-w jego oczach zbierają się łzy,które próbuje powstrzymać.
-Przepraszam.-mówię.-Gdzie idziemy w takim razie?
-Do centrum handlowego.Do Ferus Park.-mówi Simona.
-Dobra.-mówię i idziemy.
                           * * *
-Chodźcie do Stradivarius!-krzyczę i wskazuję na sklep.
-Jezu...musimy tam isć?To już setny sklep Ramona.-mówi Blaise znudzony.Weszliśmy do sklepu i po kilku minutach miałam dziesięć rzeczy na ramieniu.Nie za często chodzę do Ferus więc gdy już tu jestem to chodzę po wszystkich sklepach i z każdego wychodzę z torbą.Simona przymierza czarne,włoskie okulary.Wchodzę do przymierzalni i wieszam wszystkie rzeczy na wieszakach.Ubieram na siebie niebieską koszulę i nagle ktoś wchodzi do kabiny nie pytając czy ktoś jest w środku.
-Ej!-mówię.
-O sory.-opiera się o ścianę Blaise i patrzy na mnie.-Ładnie wyglądasz w tej bluzce.
-Co tu jeszcze robisz?-pytam.
-Chciałem ci powiedzieć o co chodziło z tym lasem.Chodzi o to,że dwa lata temu tam zostali zamordowani nasi rodzice.Moi i Seana.Sean nie chce o tym wspominać ,a gdy ktoś zaczyna mówić na ten temat,czy po prostu wspomina rodziców to od razu chce mu się płakać,nie może się z tym pogodzić.Teraz mieszkamy we dwójkę z moim dziadkiem,który ma dom nad morzem.Czasem tam jeździmy,najczęściej w wakacje,ponieważ jest wtedy czas.Nadal policja nie wie kto ich zabił,ani gdzie są.Prawdopodobnie morderca ich zakopał,dlatego nie możemy  znaleźć rodziców.Policja zrezygnowała z poszukiwań,gdy okazało się,że psy policyjne nie mogły ich znaleźć po kilku dniach ciągłych poszukiwań.Przeszukali cały las,nawet wykopali dziury gdzie tylko można było.Nigdzie ich nie było.
-Przykro mi.-zsuwam się na dywan i siadam.Patrzymy sobie w oczy do momentu gdy ktoś odsuwa zasłonę i patrzy na nas.Po chwili odchodzi i zostawia nas samych.
-Muszę się przebrać.Wyjdź.
-Dobra.-mówi i wychodzi.
 Po kilku minutach wychodzę do kasy i kupuję kilka bluzek,spodnie,kurtkę i okulary.Wyszliśmy z centrum około godziny dwudziestej.Żegnamy się z chłopakami i idziemy do domu.
 

                                                                                              Audrey

piątek, 1 marca 2013

Rozdział 2

 - Heeej! - wrzasnęła mi Ramona do ucha. Otworzyłam oczy i gwałtownie podniosłam się. - Pobudka śpiochu - uśmiechnęła się i poszła do łazienki.
 Kiedy siedziała tam zamknięta, nakładając fluid, wybierałam ciuchy z naszej wspólnej szafy. Zdecydowałam się na wygodne, czarne jeansy i liliową koszulkę z nadrukiem. Wyciągnęłam też swoją ulubioną granatową bluzę i parę trampek z szafki. Spojrzałam na zegarek i stwierdziłam, że jest w pół do ósmej, a Ramona siedzi w łazience już ponad pół godziny. 
 - Szybciej - wrzasnęłam, waląc w drzwi. 
 Wyszła po chwili już bez fioletowego siniaka na czole. 
 Ubrałam się szybko i uczesałam swoje jasne włosy z niebieskimi pasemkami. Nałożyłam błyszczyk na pękające usta i rozejrzałam się po łazience. W zlewie widać było ślady fluidu Ramony, z kosza wypadł brązowy wacik, a różne kosmetyki walały się po całym pomieszczeniu. Nie używałam żadnego z nich, ponieważ uważałam, że są zbędne. Nie lubiłam ukrywać swoich piegów. 
 - Posprzątaj w łazience - powiedziałam jej po wyjściu. Zrobiła oburzoną minę, ale wróciła tam. 
 Zeszłam na dół i przywitałam się z mamą. Zrobiłam sobie śniadanie i zjadłam je. Po chwili zeszła Ramona z torbą na ramieniu. 
- Zapomniałaś czegoś - stwierdziła i podkradła mi kanapkę. 
 Poszłam z powrotem do nas i chwyciłam trampki i plecak. Wyjrzałam przez okno i dostrzegłam jakiegoś chłopaka spacerującego przed naszym domem. Był dość niski i miał jasne włosy. Szedł w kierunku szkoły z plecakiem przewieszonym przez ramię i słuchawkami na uszach. Rozejrzał się i... zniknął! Nie wierzyłam własnym oczom! 
 - Dobra, spokojnie, tylko ci się przywidziało - powiedziałam do siebie i zeszłam z powrotem da dół. 
 Gdy już byłam w szkole razem z Ramoną udałyśmy się pod klasę. Rzuciłyśmy plecaki na podłogę i wyszłyśmy na korytarz. Tam natknęłyśmy się na tego przystojniaka, którego wczoraj poznałyśmy. Zerkałyśmy na niego przelotnie i uśmiechałyśmy się. 
 - Idę do łazienki - powiedziała Ramona. Zostałam na ławce i zajadałam kanapkę.
 Po dłuższym czasie wróciła.
 - Ma na imię Blaise - oznajmiła cała w skowronkach. - Przedstawił mi się. Wiesz, jak z nim się fajnie gada? 
 Zaczęłyśmy o nim gadać. Opowiadała, że jest starszy od nas o dwa lata i, że mieszka naprzeciwko nas. 
 - Okej, w porządku - powiedziałam. - Chodź idziemy do niego - zdecydowałam. 
 - Nie! - Ramona prawie krzyknęła.
 - Tak, tak, idziemy - wstałam i pociągnęłam siostrę za sobą. 
 Szłam tyłem, żeby mieć ją na oku. W pewnym momencie potknęłam się i... wylądowałam w czyichś ramionach. 
 - Przepraszam - powiedziałam, a chłopak, który mnie złapał pomógł mi wstać. - Wszystko w po...? - nagle zobaczyłam jego twarz.
 - Tak, jestem cały - stwierdził dość sucho, ale uśmiechnął się. - A ty?
 - Też.
 - Jestem Sean - wyciągnął rękę, a drugą odgarnął swoje jasne włosy, zasłaniające mu oczy.
 - Simona - uścisnęłam jego dłoń. Była ciepła i silna. 
 Zmieszał się trochę. Podrapał ręką po głowie i przemieszał włosy. Spojrzał na mnie swoimi błękitnymi oczami i powiedział:
 - Eee... To cześć.
 - Hej - patrzyłam, jak odchodził.
 Zapatrzyłam się w tamto miejsce i dopiero Ramona wybudziła mnie z zamyślenia. 
 - Co? - spytałam oburzona. 
 - Idziemy. Przed chwilą był dzwonek - powiedziała i pociągnęła mnie do klasy.
 - Niemożliwe! Nie słyszałam go.
 Okazało się, że jednak dzwonił. Podeszłyśmy do klasy, lecz nauczyciela jeszcze nie było. Po chwili przyszedł i wpuścił nas do środka. 
 Zajęłyśmy trzecią ławkę pod oknem. Przed nami usiadły jakieś dziewczyny z kilogramem tapety na twarzy, a za nami jakiś punkowiec.
 - Dzień dobry. Nazywam się Keston Bleck i od dwudziestu lat uczę w tej szkole historii. Mam nadzieję, że wasza klasa nie okaże się zbiorowiskiem bałwanów i będziecie coś umieć - uśmiechnął się krzywo. - Na początek lista obecności.
 Chwycił dziennik i zaczął czytać nazwiska.
 - Aspell Anna? - wyczytał, a dziewczyna siedząca w pierwszej ławce podniosła rękę. - Betram David? - To samo zrobił chłopak dwie ławki za nią. - Bruke Flora? - dziewczyna o czarnych włosach zgłosiła się. - Chack Trevor? Chaniss Andrew? Evans Helena? - uczniowie po kolei podnosili ręce. - Forrest Ramona? Forrest Simona? - podniosłyśmy ręce. Cała klasa zwróciła się w naszym kierunku. Obie spłonęłyśmy rumieńcem, ale tylko po mnie było to widać, ponieważ Ramona miała dużo fluidu na twarzy. Nigdy nie lubiłam, kiedy zwracano uwagę na to, że jesteśmy bliźniaczkami, mimo, że trochę się od siebie różniłyśmy. Przede wszystkim sposobem bycia. Byłam jakby cichsza i bardziej nieśmiała. 
 Na szczęście nikt nie drążył tematu. Pan Bleck kontynuował wyczytywanie listy obecności, a później przedstawił plan na ten semestr. 
 Gdy zadzwonił dzwonek wyszłam z sali. Spojrzałam na plan i odstawiłam plecak pod odpowiednią klasą. Usidłam na ławce i przywołałam do siebie Ramonę, ale ona była zajęta rozmową z dwoma chłopakami. 
 Wtedy na hol wszedł Blaise. Ramona natychmiast odwróciła się w jego kierunku. Szedł w towarzystwie kilku chłopaków. Za nim oglądały się dziewczyny. Przechodząc koło Ramony uśmiechnął się do niej i puścił oko. 
 Moja siostra miała już wyćwiczone zdobywanie chłopaków. Miała ich około dwudziestu. Z pierwszym chodziła w drugiej klasie podstawówki, a ja jak dotąd jestem wolna. 
 Po raz pierwszy poczułam zazdrość. Dlaczego Blaise interesuje się właśnie nią? Przecież ona miała już tylu chłopaków, a ja co? Dlaczego zawsze spychają mnie na drugie miejsce?
 Oburzyłam się trochę, ale nie przestałam patrzeć na Blaise'a. Odszedł i wygłupiał się z kolegami popijając colę ze sklepiku szkolnego. Ach... ile ja bym dała, żeby mu się podobać...? Rozmarzyłam się. 
 Przed oczami stanął mi obraz płaczącej Ramony na ziemi. Trochę dalej stał Blaise. Byłam pomiędzy nimi. Do nas przybliżali się ludzie. 
 - Pomóż mi - szepnęła Ramona. Gleba, na której leżała była czarna i paliła skórę.  W oddali dostrzegłam wulkany. Niebo było czerwone.
 - Zostaw ją. Chodź do mnie - oznajmił sucho Blaise. - Mogę cię stąd wyciągnąć. 
 Ludzie zaczęli krzyczeć i biec w naszym kierunku. Nie wiedziałam do kogo podbiec. Blaise czy Ramona, Blaise czy Ramona... - myślałam. Zdecydowałam się!
 Przytuliłam chłopaka i wyszeptałam w płaczu:
 - Kocham cię.

 - Ja ciebie też...
 Wizja zniknęła. Pierwsze co zobaczyłam to była twarz Ramony. Obok niej stała niska, pulchna kobieta z siwymi włosami, a dookoła kilka gapiów. Podnieśli mnie i stwierdziłam, że leżałam na podłodze przed ławką. 
 - Wszystko w porządku? - zapytała mnie kobieta. - Nazywam się Irma Venon, jestem szkolną pielęgniarką - oznajmiła dość suchym głosem.
 - Jest okey - pomasowałam czoło. W tłumie dostrzegłam Blaise'a i coś ścisnęło mi żołądek. - Co się stało?
 - Zasłabłaś i spadłaś z ławki. Sean cię podniósł  - powiedziała Ramona. Patrzyła na mnie z troską. Odwróciłam się i dostrzegłam Seana w tłumie. Spojrzał na mnie przelotnie i uśmiechnął się niemrawo. - Zaczęłaś się trząść, jakbyś dostała jakiegoś ataku, czy co...
 - No, dobrze! Proszę się rozejść! Karetki nie będziemy wzywać, ale dam ci tabletki na uspokojenie i ból głowy - stwierdziła pani Venon. 
 Zaprowadziła mnie do swojego gabinetu. Popiłam tabletki wodą i przed wyjściem wypisała mi usprawiedliwienie spóźnienia. 
 Do końca dnia na każdej przerwie ktoś mi towarzyszył. Zdążyłam poznać Annę, Florę, Andrew i Davida. 
 Po szkole szłyśmy pieszo do domu. Ramona się trochę o mnie martwiła, lecz czułam się dobrze. 
 Gdy dotarłyśmy zjadłyśmy zupkę chińską na obiad. Potem zajęłam się książką, a Ramona poprawiała swoje paznokcie. 
 Po około dwóch godzinach przyjechała mama. Zdecydowałam się nikomu nie mówić o dzisiejszej wizji. 
 - Śpisz u góry - stwierdziła Ramona późnym wieczorem. 
 - Dlaczego? - zmarszczyłam brwi. 
 - Bo nie chcę mieś tego świństwa na czole - oznajmiła i ściągnęła swoją kołdrę na dół, a moją wrzuciła na górę. 
 - Okey - wzruszyłam ramionami i poszłam do łazienki, aby przebrać się w piżamę.

Leanah

środa, 27 lutego 2013

Rozdział 1


 Otwieram oczy i ledwo co się podnoszę, uderzam czołem o sufit w pokoju. Śpię u góry na piętrowym łóżku, a moja siostra bliźniaczka na dole i co lepsze nic jej się nie dzieje.Tyle, że to ja mam wielką fioletową plamę na czole,którą zamazuję fluidem codziennie, a żeby nie było widać różnicy pomiędzy moją naturalną skórą a pudrem w kremie,którego nienawidzę muszę nakładać go na całą twarz. 
 Zchodze po schodkach na dół i krzyczę Simonie do ucha żeby się obudziła. Podchodzę do szafy i wyciągam z niej przygotowane dzień wcześniej rzeczy na rozpoczęcie pierwszej liceum. Jak zawsze moja siostra obija się ze wstawaniem z  łóżka więc idę jako pierwsza do łazienki umyć się, ubrać oraz nałożyć fluid. Gdy wychodzę moja siostra wpada do niej jak poparzona. 
 - Trzeba było szybciej wstać.-mówię przelotnie i idę.
 - Trzeba było szybciej wstać.-powtarza.-Samej trzeba było wcześniej wstać. Nakładasz ten fluid z godzinę. -zamyka drzwi. 
 Po dwudziestu minutach, gdy już jesteśmy gotowe zchodzimy na dół, jemy śniadanie i wyjeżdżamy do szkoły.
 - Pa - całujemy mamę w policzki i wychodzimy szybko z samochodu.Biegniemy na sale gimnastyczną najszybciej jak możemy,ponieważ jesteśmy spóźnione.Otworzyłam drzwi i wbiegłam na salę.Wszystkie oczy zwróciły się ku nam.Widzę,że moja siostra robi się czerwona jak burak i nie tylko ona,ale ja też.Mojej czerwoności tak nie widać,ponieważ mam "centymetr" pudru na twarzy.Łapię Simone za rękę i ciągnę ją na trybuny.Siadamy na dwóch miejscach,które są wolne.Odwracam się do tyłu,ponieważ słyszę dwóch śmiejących się głośno chłopaków,którzy mnie po kilku minutach irytują swoimi śmiechami.Już chcę im wygarnąć żeby się uciszyli i powiedzieć im co myślę na ich wygłupy ,ale odmawia mi głosu gdy widzę chłopaka o ciemno brązowych włosach ułożonych lekko do góry z przodu,twarz ma szczupłą,podłużną.Jego uśmiech jest zniewalający.Po chwili jego czarne jak węgiel oczy zwracają się ku mnie.Szybko odwracam się i pocieram kark.
-Idę do toalety.-mówię do siostry i wstaję.Wychodzę na korytarz i słyszę jak drzwi które przed chwilą się zamknęły znów zostały otwarte przez kogoś.Nie chcę się odwracać i patrzeć kto wyszedł za mną więc wyciągam z torebki lusterko i udaje,że się przeglądam.Przechylam lusterko i patrzę kto to.Znów ten sam chłopak,który śmiał się mi nad głową.Prostuję się,wygładzam spódniczkę i udaję pewną siebie,chociaż tak się nie czuję po czym idę pewnym krokiem do łazienki.On wraca na salę gimnastyczną.Myję ręce,twarz i myślę o tym,że muszę tam wrócić,chociaż nie chcę z całego serca.Słyszę dzwonek,otwierające się drzwi od sali i czuję ulgę.Wysyłam do Simony smsa ,że ma przyjść do łazienki. 
 Po kilku minutach zjawia się.
- Widziałaś go? Widziałaś? - krzyczy Simona.
- Kogo? - pytam.
- No tego przystojniaka!
- Widziałam - uśmiecham się do niej.

Audrey

wtorek, 26 lutego 2013

Leanah, Audrey

Hej. Blog będzie prowadzony w formie książki. 

Bloga piszą: 
-Leanah
-Audrey