Wstaję z łóżka i cieszę się tym,że mogę normalnie wstać,nie uderzając czołem o sufit.Budzę Simone i pakuję rzeczy do plecaka.
-Dobrze się czujesz?-pytam siostrę.
-Już tak.-uśmiecha się.-mogę iść jako pierwsza do łazienki?
-Pewnie.Ja jeszcze tutaj popakuję i idę po tobie.-Simona weszła do łazienki.
Po dwudziestu pięciu minutach byłyśmy obie gotowe do wyjazdu.Dziesięć minut było jeszcze do dzwonka na lekcje,więc wyszłyśmy na szkolne boisko.
-Hej.-mówi Anna.
-Cześć.-uśmiecham się i rozglądam po boisku,ponieważ Simona zniknęła z moich oczu.
-Co tam?-odzywa się dziewczyna. Nie mam czasu na takie wypytywanie i nie lubię takich pytań,więc olewam ją i idę do siostry,która rozmawia z Blaisem.
-Siemka.-macham do Blaise'a i uśmiecham się.Chłopak odwzajemnia uśmiech.-O czym gadacie?
-O bracie Blaise'a.Ma na imię Sean.
-Fajnie.A ile ma lat?
-Siedemnaście.-ucina Simona.Dzwoni dzwonek i idę pod salę.Mówię do siostry,żebyśmy już szły,ale odpowiada mi,że jeszcze zostanie na powietrzu.Blaise dochodzi do mnie i śmieje się.
-Co cię tak bawi?-marszczę brwi.
-Bo mam pewien pomysł.Trochę szalony.No może nie trochę,tylko bardzo.
-Jaki on jest?
-Żeby urwać się ze szkoły po tej lekcji.My we czwórkę.Simona,ty,Sean i ja.
-Rzeczywiście szalony.-przyznaję.-Nigdy nie urywałam się ze szkoły.
-Ja to robiłem wiele razy.-nadal ma uśmiech na twarzy,który nie schodzi z jego ust.-Super przeżycia.
* * *
-A jak ktoś nas nakryję?-mówię zaniepokojona,gdy wszyscy we czwórkę stoimy na holu po lekcji.
-Kogo masz na myśli?-odpowiada Sean.
-Nauczycieli.-wyciąga mi z ust Simona.
-Nikt nas nie nakryje.Obiecuję.-mówi Blaise.Wszyscy zwracamy wzrok na pana od informatyki,który ma dyżur.
-Gdy pójdzie do sklepiku,a na pewno pójdzie,ponieważ zawsze tam chodzi na tej przerwie to wtedy wychodzimy.Musimy się pospieszyć z tym wychodzeniem.-tłumaczy Blaise.Wierzę mu w to co mówi,ale,że nigdy tego nie robiłam boję się,że plan może nie wypalić.
-Idzie!mówi Blaise i mnie szturcha.Odwracamy się w stronę sklepiku i patrzymy na nauczycielka który mówi coś do sprzedawcy.
-Teraz!krzyczy Blaise i biegnie ku wyjściu.My za nim. Mijam jedne drzwi,drugie,furtkę szkoły i odwracam się żeby zobaczyć czy ktoś nas nie widział.Na szczęście nikt.
-To gdzie idziemy? Do kawiarni?-pyta Simona i puszcza oko do Blaise'a,który spuszcza głowę niby zawstydzony i uśmiecha się do siebie.
-A może do lasu?-proponuję.Blaise unosi głowę gwałtownie i patrzy na mnie ze wściekłością,a Sean unosi brwi do góry i chrząka.
-Powiedziałam coś nie tak?-unoszę ręce.-Czemu tak na mnie patrzycie?Ej!
-Tam się nie wchodzi.-oznajmia blondyn.
-Dlaczego?-żaden z nich nie odpowiada tylko patrzą na siebie.-Dlaczego?Powiedzcie.
-Powiemy jej?-spytał Sean brata.
-Chyba tak.Tak myślę-przy ostatnim zdaniu zapatruję się w oddal i mówi to powoli,jakby nie był pewnie tego co ma odpowiedzieć.-Zobacz.-mówi trochę ochrypłym głosem.-Kilka lat temu tam coś się stało.Pewna osoba tam umarła,poniewazż ktoś ją zamordował.Krążą plotki,że ten las od tamtej pory jest nawiedzony.Odwiedzają go zmarli.Ani w dzień ani w nocy nie jest tam przyjemnie ani za czysto.Więc lepiej tam nie iść.
-Wierzycie w plotki?To tylko bajka.
-Ale prawdziwa bajka.-wtrąca Sean.
-Skąd wiesz Sean?
-Bo...to co mówi Blaise jest prawdą.
-Bo co?-niedowieżam.
-Nieważne!-krzyczy Sean.-Po prostu tak jest i już!?-w jego oczach zbierają się łzy,które próbuje powstrzymać.
-Przepraszam.-mówię.-Gdzie idziemy w takim razie?
-Do centrum handlowego.Do Ferus Park.-mówi Simona.
-Dobra.-mówię i idziemy.
* * *
-Chodźcie do Stradivarius!-krzyczę i wskazuję na sklep.
-Jezu...musimy tam isć?To już setny sklep Ramona.-mówi Blaise znudzony.Weszliśmy do sklepu i po kilku minutach miałam dziesięć rzeczy na ramieniu.Nie za często chodzę do Ferus więc gdy już tu jestem to chodzę po wszystkich sklepach i z każdego wychodzę z torbą.Simona przymierza czarne,włoskie okulary.Wchodzę do przymierzalni i wieszam wszystkie rzeczy na wieszakach.Ubieram na siebie niebieską koszulę i nagle ktoś wchodzi do kabiny nie pytając czy ktoś jest w środku.
-Ej!-mówię.
-O sory.-opiera się o ścianę Blaise i patrzy na mnie.-Ładnie wyglądasz w tej bluzce.
-Co tu jeszcze robisz?-pytam.
-Chciałem ci powiedzieć o co chodziło z tym lasem.Chodzi o to,że dwa lata temu tam zostali zamordowani nasi rodzice.Moi i Seana.Sean nie chce o tym wspominać ,a gdy ktoś zaczyna mówić na ten temat,czy po prostu wspomina rodziców to od razu chce mu się płakać,nie może się z tym pogodzić.Teraz mieszkamy we dwójkę z moim dziadkiem,który ma dom nad morzem.Czasem tam jeździmy,najczęściej w wakacje,ponieważ jest wtedy czas.Nadal policja nie wie kto ich zabił,ani gdzie są.Prawdopodobnie morderca ich zakopał,dlatego nie możemy znaleźć rodziców.Policja zrezygnowała z poszukiwań,gdy okazało się,że psy policyjne nie mogły ich znaleźć po kilku dniach ciągłych poszukiwań.Przeszukali cały las,nawet wykopali dziury gdzie tylko można było.Nigdzie ich nie było.
-Przykro mi.-zsuwam się na dywan i siadam.Patrzymy sobie w oczy do momentu gdy ktoś odsuwa zasłonę i patrzy na nas.Po chwili odchodzi i zostawia nas samych.
-Muszę się przebrać.Wyjdź.
-Dobra.-mówi i wychodzi.
Po kilku minutach wychodzę do kasy i kupuję kilka bluzek,spodnie,kurtkę i okulary.Wyszliśmy z centrum około godziny dwudziestej.Żegnamy się z chłopakami i idziemy do domu.
Audrey
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz